Pikusia Nadmorskiego zaliczyłem wraz z Yaroo. On dał pomysł i opracował trasę. Mimo składanych propozycji nikt z rowerowych
znajomych bliższych i dalszych nie dał się namówić na PN.
Umówieni w dniu 07.06. na godzinę 12:00 na skrzyżowaniu ul.Zgierskiej/Al.Sikorskiego ostatecznie wystartowaliśmy o 12:30.
Skwar był niesamowity, aż cuchnęło asfaltem. Wiatr lekko z kierunku północnego. Ruszyliśmy DK nr 1 w kierunku Włocławka, gdzie tuż
przed wjazdem do miasta, dla spokojnego opróżnienia bidonów zrobiliśmy kilkuminutowy postój na leśnym parkingu .
To było pierwsze 100 km. Pod włocławską katedrą posiłek, chwila odpoczynku i dalej mostem im. marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza na
drugi brzeg Wisły. Tuż za Wisłą teren zaczyna się marszczyć i tak już będzie z małymi wyjątkami do końca trasy.
Drogą nr 67 do Lipna i przez Kikół drogami nr 556 i 554 do Golubia-Dobrzynia.
Tu zaopatrzywszy się w napoje zrobiliśmy krótki popas na wzgórzu zamkowym . Przed Wąbrzeźnem zaczęło zmierzchać. Do obwodnicy
tego miasta dotarliśmy drogą 534. Dobrze położony asfalt niósł nas lekko i przyjemnie. Dalej jechaliśmy już w ciemnościach, oślepiani
przez nadjeżdżające z przeciwka samochody. Niestety zdarzali się kierowcy, którzy ani myśleli zmieniać światła z drogowych na mijania.
Wreszcie przejeżdżamy przez Radzyń Chełmiński podziwiając wynurzające się z mroku nocy, lekko podświetlone ruiny zamczyska.
Teraz naszym celem jest Grudziądz.
Tu docieramy ok.godziny 23:30. Chcemy na najbliższej stacji paliw napić się gorącej herbaty. Trafiamy na odprawę zmiany. Stacja jest
chwilowo nieczynna. Przy okazji odbywamy nocny, kilkukilometrowy spacer po mieście. Trafiamy na inną czynną stację i odpoczywamy
przy herbacie prawie do świtu. O godzinie 03.22 ma wstać Słońce. Jeszcze po ciemku opuszczamy gościnną stację paliw i ruszamy w
kierunku Wisły i DK nr 1. Wisłę przekraczamy po ponad kilometrowej długości moście im. Bronisława Malinowskiego.
Powoli, od wschodu jaśnieje niebo.
Na krajowej "jedynce" nieprzerwanym sznurem płyną TIRy. Jedzie się szybko, ale hałas jest okropny.
Warlubie. Tu zjeżdżamy z DK nr 1 na drogę nr 214. Jaka cisza ! Ruch drogowy bliski zeru. Przed nami Skórcz. Potem już tylko Starogard
Gdański i Trójmiasto stanie przed nami otworem.
Wreszcie przed sobą widzimy zieloną tablicę z białym napisem GDAŃSK. Jest 08 czerwca, godzina 09:21. Mamy za sobą 345 km.
Ulicą Starogardzką wjeżdżamy do 3miasta. Duży ruch samochodowy, kiepska nawierzchnia.
Na gdańskim Starym Mieście tłoczno od turystów. Na tle Neptuna ciągle ktoś pozuje do pamiątkowej fotografii.
Nad Motławą od stuleci stoi portowy żuraw, a na przeciw niego "Sołdek" pierwszy polski pełnomorski statek zbudowany po II wojnie
światowej.
Do Sopotu maszerujemy piaszczystą ulicą Łokietka.
Teraz nad Bałtyk. Słynna plaża sopocka z Grand Hotelem. Tłoku nie ma, ale opalających się nie brakuje. Yaroo zdejmuje kolarskie butki ,
zarzuca rower na ramię i zmierza ku brzegowi. Idę za nim, ale w butach. Nie wiedzieć czemu przypominają mi się sceny z filmu "Dwaj
ludzie z szafą".
Tuż przy brzegu woda jest zanieczyszczona brunatniejącymi, martwymi wodorostami. Wygląda to na gęsty krupnik.
Rowery ustawiamy w "kozioł" i robimy zdjęcia. Yaroo kręci kolejny odcinek filmu z trasy posługując się telefonem komórkowym.
Sopot opuszczamy korzystając cześciowo z drogi dla rowerów, ale w pewnym momencie dziękujemy jej budowniczym i wracamy na
asfalt między samochody. Szkoda kół.
W Gdyni jest jeszcze goręcej dosłownie i w przenośni. Na pobliskim Helu oczekiwany jest prezydentUSA George Bush. Zostanie tam
dostarczony droga powietrzną. My kręcimy się po Gdyni tu i tam. Oglądamy zacumowany okręt Błyskawica i żaglowiec Dar Pomorza.
O godzinie 16:19 odjedziemy z 3miasta pociągiem do Łodzi.
Potworne gorąco w wagonie. Pasażerów mało. Podróżujemy z rowerami w jednym przedziale. Pociąg jedzie raz szybciej raz wolniej, ale
im bliżej Łodzi tym bardziej powoli. Wreszcie wtacza się na dworzec Łódź-Kaliska. Koniec podróży. fotorelacja
Mam na swoim liczniku rowerowym 392 km.
*
Początkowo była
opcja jazdy na
Hel, jednak nikt
tam na nas nie
czekał.
Transparenty
powitalne z
napisem "Welcome
to Hel(l)!" były
przeznaczone dla
G.Busha więc
poprzestaliśmy na
Gdyni.